Z dobrego upieczesz najlepsze!

Pralinki – łakocie Króla Słońce

Jak głosi legenda powstały na dworze francuskiego władcy Ludwika XIV. Podobno stworzył je tamtejszy szef kuchni Clément Lassagne – na cześć marszałka polowego hrabiego du Plessis-Praslin. Zostały nazwane od nazwiska owego marszałka i cieszyły podniebienia francuskiej elity. Dziś mimo, że rodowód tych słodkości nie jest powszechnie znany to rozsmakowani są w nich mieszkańcy wielu krajów.

Historii ciąg dalszy
Wspomniany już Lassagne podobno wpadł na pomysł stworzenia pralinek obserwując dzieci, które wykradały z kuchni migdały i karmelizowały je w cukrze nad świecą. Według innej wersji o powstaniu pralinek zadecydował przypadek: niezdarny uczeń szefa kuchni przewrócił pojemnik z migdałami, a te wpadły do gotowanego karmelu. W jeszcze innym wariancie opowieści szef kuchni samodzielnie wymyślił słodki przysmak, by urozmaicić pałacowy bankiet.

Jakiś czas później Clement Lassagne odszedł ze służby i zamieszkał 100 km od Paryża, w Montargis, gdzie otworzył wytworny sklep, w którym sprzedawał praliny (Maison du Praslin). Niestety po jego śmierci nikt nie prowadził sprzedaży pralin i dopiero dwa wieki później, gdy sklep Lassagne’a został odkupiony przez Léona Mazet nastąpił przełom. Podczas remontu lokalu cukiernik odnalazł przepis na praliny i postanowił go wypróbować. Klienci zasmakowali w tym specjale i spożywają go do tej pory.

 

Belgijskie i amerykańskie
W inny sposób pralinki poznali Belgowie. W 1857 roku w Brukseli powstała apteka, gdzie niektóre z lekarstw były pokrywane czekoladową otoczką (dla lepszego smaku). Wnuk założyciela apteki, Jean Neuhaus zainspirował się pomysłem dziadka i w 1912 roku czekoladą pokrył nie medykamenty, a słodkie kremy. Powstałe w ten sposób pralinki bardzo szybko odniosły duży sukces. Udział w triumfie drobnych słodkości miała także żona młodego Neuhausa, Louise Agostini, która trzy lata po wymyśleniu pralinek stworzyła ballotin, czyli specjalne eleganckie pudełko na pralinki. Do dziś pralinki są narodową chlubą Belgii, jedzoną  w ogromnych ilościach przez mieszkańców tego kraju.

Od pralinek europejskich nieco różnią się pralinki amerykańskie, które za Ocean dotarły za sprawą francuskich osadników mniej więcej w połowie XIX wieku. W Luizjanie migdały zostały zastąpione prażonymi orzechami pekan, a czekolada masą składającą się ze śmietanki, masła oraz brązowego cukru. Nowoorleańskie pralinki znacznie różnią się od pralinek europejskich zarówno wielkością, kształtem, jak i smakiem. Jednak rodowód tych słodkości uzasadnia użycie nazwy na ich określenie. Stanowią również ciekawą alternatywę dla pralinek europejskich.

 

Jakie mamy pralinki?
Niewielkie czekoladki o różnym nadzieniu i atrakcyjnym wizualnie kształcie – tak w skrócie można opisać znane nam wszystkim pralinki. Ich najczęstszymi składnikami są migdały, orzechy laskowe, trufle, nugat czy marcepan. Czasem smak pralinek wzbogacany jest chili, imbirem lub żurawiną. Na uwagę zasługują również kształty pralinek: kulki, serca, prostopadłościany, a także  różne zabawne formy – motywy roślinne, samochody, czy nawet… przybory kuchenne.

Bardzo ważny jest także sposób opakowania pralinek. Eleganckie kartonowe pudełka, drewniane pojemniki, dekoracyjne torebki czy metalowe puszki – pralinki mogą zostać zapakowane na każdy z tych sposobów. Najważniejsze by dobrze się prezentowały, bo to słodycze bardzo często wybierane na prezent na różne okazje.

 Intrygująca historia, wyszukany i różnorodny wygląd oraz delikatny smak składają się na portret słodkich drobiazgów. Warto wspomnieć jeszcze o jednej ich cesze: zawsze chce się spróbować każdego rodzaju pralinek, a jako że to słodycze o bardzo małym rozmiarze – odruchowo sięga się po kolejne z nich, aż zostanie opróżnione całe opakowanie.

mapa strony Projekt i wykonanie Omnibrand we współpracy z ROXX Media